Nabity W Butelkę

To nie znika,

Człowieku, wypuściłem to.

Wychodzę?

Krzycząc nic nigdy nie wyszło,

Wciąż czuję się zagubiony,

Nigdy nie znajdę mojego wyjścia.

Nie dziękuję im,

Chyba że prawda może to wymówić.

Dodaj mi odwagi

Bijąc mnie (?) czasem.

Śmiejesz się z mojego ciała?

Nienawidzę i staczam się,

Nienawidzę i staczam się.

Tym razem

Pozwalam wyjść temu co jest w środku,

Bo będę spanikowany.

Czasem chciałbym żebyś umarł,

Pełen smutku.

Możesz użyczyć mojej dumy,

A cała ta nienawiść jest nabita w butelkę.

Moje serce pęka,

Człowieku, ty na prawdę je rozerwałeś.

Czerpiesz przyjemność patrząc jak czepiam się mojego wyjścia.

Ból zwiększa się,

Niedługo wyrwie mi duszę.

Nie jest w porządku czuć jak jestem na drodze wyjścia.

Dodaj mi odwagi

Bijąc mnie (?) czasem.

Śmiejesz się z mojego ciała?

Nienawidzę i staczam się,

Nienawidzę i staczam się.

Tym razem

Pozwolę wyjść temu co jest w środku,

Bo będę spanikowany.

Czasem chciałbym żebyś umarł,

Pełen smutku.

Możesz użyczyć mojej dumy,

A cała ta nienawiść jest nabita w butelkę.

Czując niepewność jak odcina mój kręgosłóp,

Oczyszczając twoje ciało jak drogę, którą mi odciąłeś.

Czujesz się szczęśliwy że spieprzyłeś mój umysł?

Tym razem za to zapłacisz.

Tym razem

Pozwolę wyjść temu co jest w środku,

Bo będę spanikowany.

Czasem chciałbym żebyś umarł,

Pełen smutku.

Możesz użyczyć mojej dumy,

A cała ta nienawiść jest nabita w butelkę.